natalia siebuła – HER

Czego brakuje mi w modzie? Jeszcze do niedawna krzyczałam „klasyki!”, chwilę później – „odrobiny szaleństwa”. Teraz nie mam wątpliwości, że przede wszystkim czekam na trochę skromności i to nie tylko tej odczytywanej z zagięć materiału, linii szwów i głębokości dekoltów. Tej prawdziwej, wynikającej z marki, a dokładniej z osoby, która za nią stoi. Kiedy wczoraj rozmawiałam z Natalią Siebułą o premierze jej najnowszej kolekcji, HER, nie zdradziła mi nawet nazwy. „A takie tam rzeczy zrobiłam, wiesz…” – tymi słowami ucięła dalsze pytania. I właśnie „takie tam rzeczy” sprawiły, że pierwszy raz od kilku miesięcy mam ochotę napisać coś o ubraniach.

natalia siebula her wiosna 2017unspecified

Ponownie sobie zaprzeczę: dopisywanie filozofii do ciuchów w ogóle mnie nie interesuje. A przecież w HER nie ukrywam nawet, że najważniejsza jest kobieta. Muzą kolekcji została piękna Paulina Kowalik, ale to nie oryginalna uroda i filigranowa figura sprawiają, że zdjęcia przegląda się z taką przyjemnością. Natalii od kilku sezonów udaje się pokazać w sesjach coś, w co zawsze nieco powątpiewałam. Charakter. Od atmosfery, przejdźmy jednak do ubrań, bo to w końcu na nie czekałam najbardziej. Jak to u Natalii, jest sporo czerni (dzięki różnym fakturom widzimy ją w kilku odsłonach), a tuż obok – intensywna czerwień (kojarząca się z romantyczną odsłoną „czułość” sprzed kilku lat). Natalia bez skrępowania czerpie z ubrań, które znajdziemy w szafach naszych mam i babć – znajdziemy tu bufiaste rękawy, szerokie spodnie tuż za kolano, marszczenia, wiązania i kopertowe dekolty. Cieszy mnie, że obok sukienek (które od zawsze są znakiem rozpoznawczym Natalii), pojawiają się też odważniejsze formy: garniturowe spodnie, wiązane marynarki. Projektantka zręcznie przemyca trendy – gdzieś od niechcenia dorzuca trochę falbanek, w innym miejscu proponuje zwiewne przezroczystości. W jej wydaniu nawet męskie, luźne fasony są zaskakująco przystępne i… zmysłowe. Może to sprawa stylizacji (apaszki to bardziej ukłon w stronę wybiegów, czy wspomnienie lat 50.?), może dużej biżuterii (Anna Ławska). Natalia zostawia sporo miejsca na własną interpretację. I skromnie odsuwa się na dalszy plan. Bo przecież te rzeczy mówią same za siebie.

natalia siebula her wiosna 2017unspecified-2natalia siebula her wiosna 2017unspecified-3natalia siebula her wiosna 2017unspecified-4natalia siebula her wiosna 2017unspecified-5natalia siebula her wiosna 2017unspecified-6natalia siebula her wiosna 2017unspecified-7natalia siebula her wiosna 2017unspecified-8natalia siebula her wiosna 2017unspecified-9natalia siebula her wiosna 2017unspecified-10

natalia siebuławww | fb | ig

Zdjęcia – Piotr Czyż, muza/modelka – Paulina Kowalik, stylizacje – Mateusz Kołtunowicz, makijaż – Paulina Serwatka, biżuteria – Anna Ławska, podziękowania – Paweł Pniewski, Małgorzata Cegieła, Roman Wróbel

Michał Szulc – GASH SS20117

Pierwszy raz od bardzo dawna nie piszę o pokazie z pociągowego przedziału: nie uwierzycie, ale zdecydowanie trudniej jest się skupić na własnej kanapie niż podczas nocnej drogi do domu. Rozbiegane myśli krążą pomiędzy ubraniami: a jeśli mowa o kolekcji Michała Szulca, to przecież wiemy, że mamy do czego wracać. Jest też o czym pisać, bo GASH to całkiem przyjemna zapowiedź nadchodzącej wiosny.

low_michal-szulc_0151low_michal-szulc_0255

Do tej pory chyba każdy mój opis kolekcji Michała skupiał się na okryciach wierzchnich: szerokcih płaszczach, obszernych kurtkach, wiązanych w talii trenczach. Tym razem w mojej głowie zostały przede wszystkim sukienki: te niepokojąco krótkie i te kończące się tuż za kolanem, podkreślające sylwetkę i mocno ją ukrywające. Czasem głębokie wycięcia nabierały skromności w klasycznych żakardach i skromnych lnach, innym razem prześwitujące materiały i cienkie ramiączka nie próbowały nawet udawać, że w głowach mają dwuznaczne myśli.

low_michal-szulc_0304low_michal-szulc_0325low_michal-szulc_0336low_michal-szulc_0355low_michal-szulc_0407

Brak jednego, charakterystycznego printu (chociaż kilka schowało się we wzorzystych podszewkach) wynagradzają mi paski i pasy. Tym razem zastąpiły je tekstury: len i skóra uspokajały prześwity, kreszowany materiał dodawał więcej luzu. Kontrasty z materiałów przeskoczyły jednak przede wszystkim na estetykę. Kipiące seksualnością lata 90, czy raczej elegancja lat 50? Nic nie jest tu jednoznaczne, bo przecież najgrzeczniejszą nawet sylwetkę przełamują nowoczesne rozwiązania. Top, żakiet, spódnica (a raczej ich połowy) – czy Wy też macie ochotę wyjąć z szafy nożyczki? Nie oszukujmy się jednak, że to dzieło przypadku: przecież każde wycięcie w rękawie i nierówna linia były tutaj przemyślane. Dopracowane były także stylizacje: od srebrnych butów, po przyciemniane okulary. Sprzączki, grube bransolety, torebki (!), pierścionki – szkoda, że tym detalom nie  udało mi się przyjrzeć się nieco dokładniej. Za to oczy przymknąć wolałam, widząc nawiązania do trendów: im bliżej zagranicznych wybiegów, tym bardziej obco i jakoś nie na miejscu. Szulcowe asymetrie, luźne formy, od kilku sezonów mile przeplatane tymi zdecydowanie bliżej ciała, kojarzące się z Boom Boom Baltic fale i rozcięcia – to odsłona, której chciałabym zobaczyć więcej. Szulc wierny sobie, to Szulc najlepszy. Szczególnie w elektroniczym towarzystwie. Nie ujmując kolekcji: to właśnie muzyka V/O sprawiała, że nie chciałam, żeby ostatnia modelka opuściła wybieg (chociaż trudno było mi wysiedzieć na swoim miejscu). Czekanie na wiosnę stało się jakoś o wiele milsze.

low_michal-szulc_0441low_michal-szulc_0457low_michal-szulc_0474low_michal-szulc_0491low_michal-szulc_0511low_michal-szulc_0607low_michal-szulc_0700low_michal-szulc_0758

Zdjęcia – niezastąpiony Marek Makowski