Kawałko FW2016

Ostatnio coraz rzadziej odczuwam jakiekolwiek większe zainteresowane kolekcjami młodych projektantów, nieznanych jeszcze w ‚wielkim świecie’. Wrażenia są dwojakie – albo nuda i ‚to już było’, albo abstrakcja posunięta do tego stopnia, że zastanawiam się, co ja w ogóle oglądam i czy to, co brałam za spódnicę, nie jest jakimś zupełnie innym, nierzeczywistym wymysłem.

 

 

Za to moje zainteresowanie bez trudu zdobyła Ola Kawałko – jej kolekcja na obecny, jesienno-zimowy sezon już wcześniej zwróciła moją uwagę (zresztą spotkała się ona z wyjątkowo pozytywnym odbiorem nie tylko z mojej strony). Jednak to najnowszy, wiosenno-letni lookbook podbił moje serce. Proste formy, zdecydowane kroje, połączone z różnorodnymi materiałami idealnie się uzupełniają a całość wygląda na przemyślaną i dopracowaną w każdym szczególe. Z jednej strony projekty to ‚wysokich lotów’, z drugiej casualowa moda, w której bez problemu można wyjść z domu. Całość idealnie uzupełnia biżuteria Michała Wasiaka. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik!

 

 

Aleksandra idealnie wpisuje się w określenie ‚młody i zdolny’ – ta 20-latka uczy się w MSKiPU, ale jej nazwisko znajdziemy już w modowej prasie. A lista publikacji (jak na tak młodą projektantkę) jest imponująca – KMAG, Fashion Magazine, Fiasco Magazine, Exklusiv, dodatek Elle Polska Moda. Jej projekty można było oglądać także podczas tegorocznej edycji Fashion Business Conference w Warszawie. Relację z pokazu (poprzedzoną rewelacyjnym backstagem) można znaleźć na YouTube, a przygotowała ją zdolna Charlotte Rouge. (Przy okazji warto też zerknąć na modelkę z jej agencji – Meggie (04:07))

 

Często czytając opis kolekcji, stworzony przez projektanta i porównując go z jego dziełami zastanawiam się, czy na pewno ktoś nie podmienił zdjęć – ciężko odnaleźć elementy, które zostały wymienione. W przypadku Oli mogę podpisać się pod każdym jej słowem – rzeczy z pewnością są nieoczywiste, nowatorskie i, jak wspomniałam wcześniej, funkcjonalne.

 

W projektach Oli widać własny styl, który nie nudzi, a wprost przeciwnie – potrafi zaciekawić. Aż chce się więcej. I na więcej czekam, trzymając za panią Kawałko kciuki!

 

Zdjęcia oraz informacje pochodzą z profilu Aleksandry Kawałko na Facebooku – tutaj. Autorem pięknego lookbooka jest Łukasz Brześkiewicz, modelka to Nadia (Rebel), makijażem i włosami zajęła się Katarzyna Demale.

La Mania FW2010

Kończąc czytanie najnowszego (i jednocześnie premierowego) numeru Ultra Żurnalu (zachęcam – całkiem ciekawa lektura), w głowie najbardziej utkwiła mi jedna z polskich marek, o której od niedawna sporo się słyszy (Dzień Dobry TVN, Elle, wspomniany wyżej Ultra Żurnal – to dopiero początek listy). La Mania staje się prawdziwą manią!

 

Przeglądając ich projekty, początkowo ma się ochotę powiedzieć ‚nic odkrywczego’. Ich lookbook kojarzy się z ostatnimi zdjęciami kolekcji Zary. Prostota. Ale to właśnie tutaj znajdziemy urok La Manii. W końcu piękno tkwi w prostocie! Minimalizm, dokładność, estetyczność. Żadnych niepozszywanych brzegów, jak w (znienawidzonej przeze mnie) kolekcji Lanvin dla H&M. Żadnych udziwnionych, teatralnych form, jakie obecnie często dominują wśród wchodzących na rynek projektantów. Reinterpretacja dobrze znanych trendów, które mogą zachwycić ponadczasowością. La Mania to pięknie skrojone elementy, które można dowolnie ze sobą łączyć. To prostota wyrafinowana i daleka od nudy. W takie rzeczy warto inwestować, bo wspaniale wyglądają i teraz, i za 20 lat.

 

Gdyby ciuchy były czekoladkami to La Mania byłaby pralinką Lindt – może ma w sobie coś luksusowego, ale jest przystępna. Otwierając opakowanie nigdy się nie zawiedziesz. Tak jak w czekoladzie urzeka smak, zapach i konsystencja, tak w projektach może zachwycić dobór kolorów i poziom krawiectwa. Jeszcze jakieś cechy wspólne? Można się od nich uzależnić!

 

Na sukces La Manii pracują Magdalena Butrym (projektantka, której należą się owacje na stojąco) oraz nieco mniej modowo, a bardziej biznesowo – Joanna Przetakiewicz. Więcej informacji i kilka ciekawostek na ten temat można znaleźć na ich Facebooku a także w archiwalnym ‚Dzień Dobry TVN’ – tutaj.

 

 

Zniewalające ciuchy można znaleźć w mokotowskim butiku, ale jak fejsbukowa wieść niesie – najprawdopodobniej będą dostępne również w sprzedaży online. Warto więc zacząć oszczędzać…

Wszystkie informacje oraz zdjęcia pochodzą ze strony internetowej La Mania oraz ich profilu w serwisie Facebook.

Aleksandra Kucharczyk

Bardzo często zdarza mi się, że upodobam sobie jakiś motyw, ale po krótkim czasie stwierdzam, że to jednak nie to. Dana rzecz cały czas mi się podoba, ale czuję, że czegoś jej brakuje. A kiedy zaczynam widywać podobne egzemplarze na ulicy… cała reszta jej początkowego czaru gdzieś umyka. Taki schemat powtórzył się dla mnie w przypadku bawełnianych wisiorów, przypominających trochę szal. Ponieważ do naszych szaf wkroczyły już stosunkowo dawno, powoli zaczynałam o nich zapominać. Dopóki nie trafiłam na coś, co stanowi ich dużo bardziej spektakularną, misterną i przemyślaną wersję. Coś o wiele lepszego!

 

Ozdobne, nieco biżuteryjne motywy. Unikatowe, minimalistyczne – a ponad wszystko piękne. Nie brakuje im niczego. Taki gadżet jest szalenie fotogeniczny i wystarczy, by urozmaicić każdą stylizację. Pomysłowy motyw wyszedł spod rąk Aleksandry Kucharczyk. Ta młoda i zdolna warszawianka, choć w planach nie miała kariery projektantki a… weterynarza, obecnie studiuje na II roku MSKPU (wśród ich absolwentów możemy znaleźć m.in. Annę Pitchouguinę, Katarzynę Konieczkę) Osiągnięcia? W tym roku udało jej się dojść do finałów OFF Fashion – „Miasto – 5 rano„. Wśród swoich inspiracji wymienia dwie najważniejsze – kobietę (sama przyznaje, że jej zmienność i nieprzewidywalność umożliwiają wiele różnorodnych interpretacji) oraz przyrodę (której można przypisać te same cechy, co kobiecie;)).

 

Wracając do pięknych elementów – złożone z pasków materiału, tworzą ciekawą i stabilną konstrukcję, której jednocześnie nie brak miękkości linii, łagodzącej całość projektu. Chyba nie mogę napisać o nim już nic więcej, prócz tego, że chętnie widziałabym taki gadżet we własnej szafie :)

 

 

Zdjęcia pochodzą z Portfolio Aleksandry w serwisie MaxModels.pl, a wszystkie informacje na jej temat – od samej projektantki, której serdecznie dziękuję za ich udostępnienie.:)

Tony Cohen

Zjawiskiem powszechnym i raczej normalnym jest to, że niektóre rzeczy w ogóle nie zostają w naszej pamięci, kiedy inne przylegają do niej tak bardzo, jak to tylko możliwe. Przykładem obrazującym to drugie (w moim wypadku) był pokaz Tony’ego Cohena, na który trafiłam zupełnie przypadkiem… i do teraz w mojej głowie zadomowiły się jego sukienki ! (A konkretniej tylko wyobrażenie o nich.. niestety.)

 

 

Jeśli to imię mówi wam mniej więcej tyle, co mi jeszcze kilka dni temu.. śpieszę z pomocą. Tony Cohen to projektant pochodzący z Amsterdamu, który zamiłowanie do mody ma we krwi. Jeśli było się wychowywanym w rodzinie, w której ojciec zajmował się modą kobiecą a babcia szeroko pojętym handlem perełkami vintage… cóż, nie było innej drogi! Chociaż Tony niezaprzeczalnie miał talent i pracował w branży,na poważny początek przygody trzeba było jeszcze troszkę poczekać. Dopiero w 2004, po współpracy z kilkoma firmami, stało się – powstała marka TONYCOHEN.

 

[zdjęcia dostępne na stronie http://www.tonycohen.com]

 

Kolekcja, która zauroczyła mnie w telewizji to Jesień/Zima 2010-2011. Gdybym miała podsumować ją w kilku słowach, zapewne powiedziałabym : prostota, kobiecość, drapowania. W kolekcji czuć coś ostrzejszego, może to przez stanowcze dodatki (np. skórzane paski) czy dominujące ciemne barwy – ma prawo kojarzyć się rockowo, bo projektant za jedną z inspiracji uznaje właśnie muzykę. Jednak jest to rock dojrzały i pozbawiony tandety. Wśród innych inspiracji wymienia także zapach kwiatów i kadzideł, kwiatowe wzory czy ..drapowania zasłon. To ostatnie widoczne jest w większości projektów.
[zdjęcia dostępne na stronie http://www.tonycohen.com]

 

Warto zajrzeć na stronę i obejrzeć jego drugą kolekcję, żeby przekonać się, jak potrafi bawić się wzorami, materiałami i krojem. Jednak moje serce definitywnie podbija kolekcja jesienno-zimowa.. jedyne co pozostało, to zaprosić wszystkich do jego amsterdamskiego butiku i… mieć nadzieję, że sama się tam znajdę!

Wszystkie informacje o projektancie oraz cytat pochodzą ze jego strony internetowej – tony-cohen.com. Pokaz kolekcji jesienno-zimowej można także obejrzeć w serwisie YouTube